Dzieci z Bullerbyn - streszczenie - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
„- Mędrcy, przysięgnijcie, że nigdy nie zdradzicie kryjówki! - zawołał Lasse (…) - Przysięgnijcie, że nigdy nie pozwolicie na to, by Skrzynia Mędrców dostała się w ręce niewiernych! (…) - Bo jeśli dostanie się w ręce niewiernych - powiedział Lasse - to straci swą tajemniczą moc”.


W końcu Lasse schował ją z powrotem pod obluzowaną deskę, po czym zeszli na dół. Wówczas dziewczynki czym prędzej otworzyły stare pudełko od cygar, na którym był napis SKRZYNIA MĘDRCÓW i narysowana trupia czaszka. W środku były tylko trzy małe, białe ząbki.

Lisa, Anna i Britta dołożyły do zębów chłopców stare, sztuczne zęby Agdy i schowały pudełko tam, gdzie było przedtem. Potem wyszły zobaczyć, co robią chłopcy. Grali na drodze w kulki. Usiadły więc przy drodze i zaczęły się podśmiewywać: „- A, więc mędrcy mają zwyczaj wieczorami grywać w kulki (…) - Myślę, że Skrzynia Mędrców byłaby chyba dobra do przechowywania kulek. (…)”.

W końcu Lasse nie wytrzymał i powiedział, że:
„Skrzynia Mędrców pełna jest tajemniczej mocy i można nią czynić cuda. Ukryta jest w zatajonym miejscu, a my nigdy, nigdy, nigdy nie dowiemy się gdzie. Tylko tajne bractwo, które rozporządza tą Skrzynią, wie, gdzie ona się znajduje. Gdyby było inaczej, utraciłaby ona swą tajemniczą moc”.

Gdy dziewczynki wspomniały o desce w podłodze na strychu, chłopcy czym prędzej oddalili się z podwórza pod pozorem obejrzenia ptasich jaj. Lisa, Anna i Britta pobiegły zaś do mamy Ollego i powiedziały jej, że chcą tylko wziąć coś z pokoju Ollego. Szybko przeszły po lipie do pokoju Lassego i Bossego, stamtąd pobiegły pędem na strych, gdzie znowu schowały za ubraniami. Zaledwie zdążyły tam stanąć, a już usłyszały tupanie chłopców na schodach.

Gdy Lasse otworzył pokrywkę, wszyscy równo wrzasnęli, a dziewczynki wybiegły ze śmiechem z ukrycia: „- Teraz macie już pewnie tyle tej tajemnej mocy, że wystarczy wam na cały rok!. Wówczas Lasse cisnął zęby Agdy na podłogę i powiedział, że dziewczyny nie powinny w ogóle istnieć na świecie, bo „one tylko wszystko psują”.

Noc świętojańska w Bullerbyn

Zaraz pierwszego wieczoru po rozpoczęciu wakacji dzieci szły nad jezioro w Zagrodzie Północnej łowić ryby własnoręcznie zrobionymi wędkami. Ten wieczór Lasse nazywa Wielkim Wieczorem Rybackim, a pagórek, na którym siedzą – Okonim Wzgórzem.

Innym symbolicznym wakacyjnym wieczorem jest wieczór świętojański. Na łące w Zagrodzie Południowej stawiano wówczas wielki słup. Dzieci ozdabiały go znalezionym wspólnie w lesie gałęziami, wiankami z bzu, śpiewając przy tym piosenki. Gdy już wszystko było gotowe, rozpoczęły się tańce wokół tej wielkiej zielonej kolumny, przy akompaniamencie harmonijki. Potem wszyscy usiedli na łące i pili kawę, jedli też bułeczki i ciastka.

Po napełnieniu żołądków dzieci i rodzice bawili się w „Ostatnia para naprzód" i inne gry, a Svipp biegał wokoło i szczekał.

Tego wieczoru bohaterowie mogli kłaść się spać tak późno, jak tylko chcieli:
„Agda powiedziała, że jeżeli się przelezie przez dziewięć płotów, zanim się pójdzie spać, i jeśli się zerwie dziewięć rodzajów kwiatów i położy się je pod poduszkę, to w nocy będzie się miało sen. O tym, za kogo się wyjdzie za mąż. Britta, Anna i ja miałyśmy wielką ochotę prze-leźć przez dziewięć płotów, chociaż zdecydowałyśmy już dawno, za kogo wyjdziemy za mąż. Ja wyjdę za Ollego, a Britta i Anna za Lassego i Bossego”.


Chłopcy poprosili dziewczynki, żeby śniły o kimś innym, a nie o nich. Gdy usłyszeli od Agdy, że przez czas pokonywania płotów nie można rozmawiać i śmiać się, jeszcze mocniej obśmiali ten pomysł. Dziewczynki jednak były obojętne na te uszczypliwości i zabrały się do pokonywania przeszkód:

„Zaledwie przelazłyśmy przez pierwszy płot, zaczęło się. Lasse, Bossę i Olle przeleźli też za nami tylko po to, żeby się z nami drażnić i pobudzać nas do śmiechu.
- Nie właź w krowie placki! - powiedział Lasse do Anny.
- Tu na pewno nie ma krowich plac... - powiedziała Anna, która nagle przypomniała sobie, że nie wolno rozmawiać. Wtedy Britta, Anna i ja zaczęłyśmy chichotać. A chłopcy się śmieli.
- Nie chichoczcie - ostrzegł Lasse. - Pamiętajcie, że nie wolno wam się śmiać. Wówczas zaczęłyśmy jeszcze bardziej chichotać. Chłopcy biegli za nami przez cały czas i ciągnęli nas za włosy albo szczypali nas w ramiona, żebyśmy się śmiały. Nie mogłyśmy ich odpędzić, bo nie wolno nam było mówić”.


W końcu, po wielu trudach, dziewczynki pokonały dziewiąty płot, wściekłe na chłopców za zepsucie wróżby. Lisa położyła sobie pod poduszkę zebrane kwiaty, jednak w nocy nie przyśniło się jej nic a nic: „- Jestem pewna, że tylko dlatego, że ci głupi chłopcy pobudzali nas do śmiechu. A za Ollego i tak wyjdę za mąż, i już!”.

,,Wiśniowa Spółdzielnia”

W Bullerbyn rosło bardzo dużo drzew wiśniowych, jedno z pysznymi gruszkami i dwa, na których rosły smaczne, małe, żółte śliweczki. Pod oknem dziadziusia rosła z kolei ogromna czereśnia, której gałęzie zwisały niemal do samej ziemi. Co roku dzieci bolały brzuchy, gdy przychodziła pora czereśni – jedli je bez opamiętania. Potem przychodził czas na śliwki.

Jednego lata było tyle wiśni, że dzieci nie mogły ich zjeść wszystkich, chociaż wszyscy się starali. Lasse chciał ususzyć sobie trochę owoców według przepisu mamy, więc nasypał ich pełną blachę i włożył do pieca. Niestety, potem poszedł kąpać się i zapomniał o owocach. Gdy zajrzał później do pieca, było tam tylko trochę czarnych, małych pestek.

Czytając dziadziusiowi gazetę, bohaterowie natknęli się na informację, iż w Sztokholmie litr wiśni kosztował dwie korony. Lasse i reszta próbowali obliczyć, ile by zarobili, gdyby ich drzewa właśnie tam rosły: „Wyszło tak okropnie dużo, że Lasse aż zbladł, gdy o tym pomyślał”.

Chłopiec rozmyślał przez całą noc i następnego dnia oznajmił, iż otwiera sklep z wiśniami na dole przy ruchliwej szosie, która była po drugiej stronie Wielkiej Wsi. Brat i siostra podchwycili ten pomysł i we trójkę założyli spółdzielnię, nazywając ją „Wiśniową Spółdzielnią". Britta, Anna i Olle przyłączyli się także, chociaż nie mieli własnych drzew wiśniowych. Pomagali zrywać owoce.

Wszyscy wstawali o piątej rano, by rwać wiśnie. Gdzieś koło ósmej były już wszystkie w dużych koszach, bohaterowie kupili w sklepie wujka Emila całą masę brązowych torebek papierowych (za pieniądze, które pożyczyli ze skarbonki Bossego). To właśnie sklepikarz był pierwszym klientem: kupił dwa litry za dwie korony. Podobno taka była cena wiśni w tych okolicach.

Młodzi przedsiębiorcy ustawili się wzdłuż szosy samochodowej, ze zrobionym własnoręcznie szyldem „WIŚNIE”, podnoszonym do góry, ilekroć przejeżdżał jakiś samochód. Niestety, samochody mijały ich w dzikim pędzie, Lasse był bardzo zły. Postanowił dać kierowcom nauczkę:
„Gdy nadjechał następny samochód, Lasse wyskoczył na sam środek szosy, podniósł szyld i nie odskoczył, aż dopiero w ostatniej chwili. Wówczas samochód zatrzymał się z okropnym zgrzytem i wygramolił się z niego jakiś człowiek, który chwycił Lassego za ramię i powiedział, że powinien dostać takie lanie, żeby nie mógł usiąść”.
Na koniec rozzłoszczony mężczyzna kupił litr wisien i pojechał sobie dalej.

Gdy samochody mijały bohaterów, wznosiła się za nimi czarna chmura kurzu i cały ten kurz leciał na nich. Dziewczynki zaczęły kaszleć, w pewnym momencie wszyscy byli szaroczarni od góry do dołu.

W końcu Lasse doszedł do wniosku, że stanęli na szosie „w głupim miejscu”. Zaproponował, by przenieść się za zakręt, stanęli więc trochę dalej, w miejscu, gdzie były dwa duże zakręty, jeden po drugim. kolejnym pomysłem było stanięcie wzdłuż drogi, trzymając się za ręce i podnosząc ramiona w górę i w dół, gdy nadjeżdżał samochód.

Udało się - prawie każdy samochód się zatrzymywał. Dzieci sprzedały wszystkie wiśnie, zarobiły… trzydzieści koron. Podzielili je tak, że każdy dostał po pięć koron.

W drodze powrotnej do domu bohaterowie wstąpili do cukierni w Wielkiej Wsi, gdzie zjedli po ciastku i wypili po lemoniadzie, „Stać nas było na to”. Resztę pieniędzy postanowili zgodnie zaoszczędzić.

Po powrocie do Bullerbyn dzieci wykąpały się w fińskiej łaźni nad jeziorem i planowały otwarcie „Spółdzielni Śliwkowej”.

Lisa i Anna zostają piastunkami do dzieci

Pewnego dnia pastor z Wielkiej Wsi urządzał wielkie urodzinowe przyjęcie i zaprosił wszystkich z Bullerbyn, „Ale oczywiście bez dzieci”. Z tego powodu Anna i Lisa zaoferowały, że zaopiekują się małą siostrą Ollego - Kerstin, wzbudzając gniew chłopca. Miał on na głowie wydojenie krów i nakarmienie prosiąt i kur, zaś Britta była okropnie przeziębiona.

Gdy w końcu wszyscy wyjechali, dziewczynki rozpoczęły opiekę nad Kerstin: „O godzinie dwunastej miałyśmy jej dać jeść. Jedzenie było przygotowane do odgrzania. Potem miałyśmy ją położyć spać na parę godzin po obiedzie”. Zamierzały mówić do niej łagodnie i uprzejmie, nie przewidywały żadnych problemów w tej prostej czynności.

Lisa i Anna zamierzały zabrać małą na spacer w jej drewnianym wózeczku. Gdy próbowały ją posadzić, ona chciała stać wyprostowana w wózku i skakać w górę i w dół i mówić „hej, hej”. Wpadły więc na kontrowersyjny pomysł: przywiązały dziewczynkę grubym sznurkiem do wózka, a ta zaczęła krzyczeć w niebogłosy.

Krzyk sprowadził przerażonego Ollego. Był przekonany, że przyjaciółki biją jego siostrzyczkę. W końcu poradził, by pozwoliły jej robić to, na co ma ochotę: wówczas nie będą miały problemów:
„Tak, Olle z pewnością najlepiej wiedział, jak należy się obchodzić z jego siostrą, więc pozwoliłyśmy Kerstin stać w wózku i wołać „hej, hej”, ile tylko chciała. Musiałyśmy zrobić tak, że ja ciągnęłam wózek, a Anna biegła obok i chwytała Kerstin, ilekroć z niego wypadała”.

W ten sposób dziewczynki dojechały do głębokiego rowu, do którego ich podopieczna wskoczyła, upadając głową wprost do wody. Była zupełnie mokra, krzyczała i patrzyła ze złością, gdy Lisa i Anna ją wyciągały.

Po dotarciu do domu Kerstin została szybko przebrana w suche rzeczy i posadzona – za poleceniem Ollego - na nocniczku. Niestety, mała nie chciała grzecznie siedzieć:
„Anna i ja wytężałyśmy wszystkie siły i naciskałyśmy Kerstin, żeby usiadła na nocniczku, ale nie zdało się to na nic. Robiła się sztywna jak kołek, darła się wniebogłosy i nie chciała usiąść”.


Opiekunki były bardzo zmęczone. Na szczęście Kerstin przestała w końcu płakać, wlazła pod stół kuchenny i zrobiła tam małe „jeziorko”, następnie wstała i ściągnęła ze stołu ceratę, a z nimi – kilka filiżanek. Lisa i Anna sprzątnęły ten bałagan, zdjęły podopiecznej mokre majteczki i zaczęły szukać suchych, a w tym czasie Kerstin była już w połowie drogi do obory. Całe zdarzenie obserwował wściekły Olle.

W końcu dziewczynkom udało się zabrać Kerstin do domu i przebrać ją w suchą bieliznę. Było to nie lada wyzwaniem, ponieważ cały czas wywijała się w prawo i w lewo i krzyczała. Założyły jej najładniejszą sukienkę - białą z malutkimi zakładeczkami i zmarszczkami. Prośby, aby uważała, na nic się zdały. Siostrzyczka Ollego pobiegła do pieca robiąc sobie dużą plamę z sadzy na samym przedzie sukienki, śmiała się i była bardzo zadowolona, gdy Lisa i Anna czyściły jej sukienkę.

Nastała pora posiłku. Dziewczynki podgrzały szpinak i zaczęły karmić Kerstin. Ta, o dziwo – bardzo ładnie jadła. Gdy zaczęły ją chwalić, powiedziała „hej, hej”i trąciła łyżkę tak, że cały szpinak poleciał Lisie prosto w oczy. Potem nie chciała już więcej jeść, w pewnym momencie odepchnęła łyżkę tak mocno, że połowa szpinaku znalazła się na białej sukience. Podobny los spotkał zupę owocową z filiżanki. Sukienka nie była już wcale biała, tylko zielona i czerwona, miała białe plamki w miejscach, których nie udało jej się zachlapać szpinakiem lub zupą owocową.

Gdy nadszedł czas drzemki, dziewczynki przebrały Kerstin w nocną koszulkę, włożyły ją do łóżeczka i wyszły do kuchni. Wówczas mała zaczęła wrzeszczeć, jak tylko potrafiła najgłośniej. Spotykając się z brakiem reakcji, krzyczała jeszcze głośniej niż przedtem.

Lisa i Anna nie wytrzymały i weszły do jej pokoiku. Kerstin zrobiła się zaraz wesoła, stanęła w łóżeczku, zaczęła skakać i wołać „hej, hej”. Próby usypiania trwały jeszcze wiele minut. Za każdym razem mała zaczynała krzyczeć wniebogłosy.

W końcu – po wielu trudach – w pokoiku Kerstin zapanowała zupełna cisza. Dziewczynki już miały nadzieję, że zasnęła, aż nagle usłyszały z sąsiedniego pokoju jakiś dziwny dźwięk. Brzmiało to jak pełne zadowolenia mamrotanie, jakie wydają małe dzieci, gdy są zajęte czymś, co im się szczególnie podoba. Okazało się, że dziewczynka siedziała w otwartym kominku w sypialni rodziców:
„był świeżo pobielony na lato. B y ł pobielony, mówię. Bo teraz nie był już biały. Kerstin siedziała na kominku i miała w rączce pudełko z pastą do butów. Była nią cała uczerniona od góry do dołu, tylko gdzieniegdzie wysmarowana była na biało kredą. Miała pastę do butów we włosach i na rękach, i na koszulce nocnej, a jej łzy wyglądały zupełnie jak małe, czarne, murzyńskie łezki. Cały kominek wysmarowany był pastą do butów”.


Lisa i Anna nie wiedziały, jak usunąć pastę do butów z małego dziecka. Britta im nie pomogła, podsumowała jedynie, że kiepskie z nich piastunki, a potem poszła spać. Gdy Olle zobaczył siostrzyczkę, wpadł w prawdziwy szał: „- Czy postradałyście rozum?! - krzyczał. - Pomalowałyście ją na czarno?!”.

Lisa i Anna zagrzały wody w kociołku i wyniosły go na trawę. Udało im się wsadzić do niego Kerstin, która zdążyła ubrudzić podłogę w całym domu. Szorowanie szło dobrze do momentu, gdy trochę mydła dostało się do oczu dziewczynki. Wówczas zaczęła wrzeszczeć tak okropnie, że słychać to było w całym Bullerbyn. Lasse i Bossę przybiegli i pytali, czy Lisa i Anna zarzynają prosiaka, zaś Olle odpowiedział: „- Nie (…) to tylko te dwie świetne piastunki się wprawiają”.

Pasty do butów nie udało się zmyć tak zupełnie. Ciało Kerstin stało się dziwnie szare, przyjaciele obstawiali, że do Gwiazdki będzie ponownie różowe.

Potem Olle położył Kerstin do łóżeczka, nawet nie pisnęła nawet, lecz momentalnie usnęła. Zmęczone opiekunki doszły do wniosku, że wszystko, co na temat wychowywania dzieci zostało napisane w gazecie, to kłamstwo: „:Bo to zupełnie wszystko jedno, jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą”.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Charakterystyka postaci pobocznych
2  Plan wydarzeń „Dzieci z Bullerbyn”
3  Anna Andersson – charakterystyka



Komentarze: Dzieci z Bullerbyn - streszczenie

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: